·9 min czytania
Zbadałem 36 stron firm z Wałbrzycha i okolic. Co się psuje najczęściej
Łatwo napisać, że strony lokalnych firm są zaniedbane. Trudniej to pokazać. Wziąłem więc 36 stron firm z Wałbrzycha i okolic i przepuściłem każdą przez ten sam zestaw sprawdzeń. Poniżej wyniki: te, które mnie nie zaskoczyły, i te, które kazały mi wyrzucić kilka gotowych tez.
Jak wybierałem strony
Zaczynałem od strony klienta. Wpisywałem w wyszukiwarkę zapytania, których faktycznie używa ktoś szukający usługi w okolicy: fizjoterapia Wałbrzych, biuro rachunkowe Świdnica, warsztat samochodowy Wałbrzych, nauka jazdy Świdnica i tak dalej. Z wyników brałem firmy mające własną domenę.
Wyszło 36 stron z ośmiu branż: fizjoterapia i stomatologia, weterynaria, kancelarie prawne, biura rachunkowe, motoryzacja, budowlanka i okna, gastronomia oraz szkoły jazdy. Miasta to Wałbrzych, Świdnica, Świebodzice i Strzegom.
Co wykluczyłem i dlaczego
- Profile w katalogach i serwisach rezerwacyjnych. Booksy, ZnanyLekarz czy Panorama Firm to nie jest strona firmy, tylko wizytówka na cudzym serwisie. Interesowało mnie to, co firma kontroluje.
- Sieci ogólnopolskie i franczyzy. Ich strony robi centrala, więc nie mówią nic o lokalnym rynku.
- Placówki publiczne i strony na platformach szkolnych, bo tam o wyborze technologii nie decyduje właściciel.
To nie jest próba losowa i nie udaję, że jest. To 36 stron, które zobaczy klient szukający usługi w okolicy. Taki dobór ma swoje skrzywienie: wyszukiwarka pokazuje raczej strony, które w ogóle działają. Prawdziwy stan rynku jest więc najpewniej gorszy niż to, co poniżej.
Zaczęło się od strony, której nie ma
Jedna z domen z wyników wyszukiwania nie odpowiedziała. Sprawdziłem ją trzy razy, trzema różnymi narzędziami: nie rozwiązuje się w DNS. Nie chodzi o wolny serwer ani o błąd 500. Domena nie istnieje, a link do niej nadal krąży w wynikach wyszukiwania i prowadzi w pustkę.
Firma najprawdopodobniej nie wie. Ktoś kiedyś zapomniał przedłużyć domenę i od tamtej pory każdy klient, który klika w ten wynik, ląduje na komunikacie o błędzie. To jedna strona na 36, ale pokazuje, jak to zwykle wygląda: nie ma awarii, o której ktoś by wiedział. Jest cisza.
Pięć stron straszy ostrzeżeniem o bezpieczeństwie
Pięć z 35 działających stron nie ma poprawnego certyfikatu. Wejście przez adres z https kończy się w przeglądarce czerwonym ekranem z ostrzeżeniem, że połączenie nie jest prywatne. Po http te same strony ładują się bez problemu.
Przyczyna jest we wszystkich pięciu przypadkach ta sama: certyfikat na serwerze nie jest wystawiony na tę domenę. To typowa wpadka hostingu współdzielonego, gdzie klient dostał adres, ale nikt nie dokończył konfiguracji. Naprawa to zwykle jedno kliknięcie w panelu hostingu i darmowy certyfikat.
Klient nie czyta komunikatu o certyfikacie. Klient wraca do wyników wyszukiwania i klika w następną firmę.
Dziesięć stron, z których nie da się zadzwonić
To ustalenie zaskoczyło mnie najbardziej. Sprawdzałem trzy drogi kontaktu: formularz, numer telefonu jako klikalny odnośnik i adres e-mail jako klikalny odnośnik. Chodzi o kontakt na jedno kliknięcie, bo tak działa człowiek z telefonem w ręku.
| Sprawdzenie | Ile stron z 35 |
|---|---|
| Brak formularza kontaktowego | 24 |
| Brak klikalnego numeru telefonu | 16 |
| Brak formularza, klikalnego telefonu i klikalnego e-maila naraz | 10 |
Dziesięć stron na 35 wymaga od klienta, żeby przepisał numer ręcznie. Numer zwykle tam jest, ale jako zwykły tekst albo, w kilku przypadkach, jako obrazek. Na komputerze to drobiazg. Na telefonie, na którym dziś zaczyna się większość takich wyszukiwań, to jest bariera między zainteresowanym a klientem.
Zamiana numeru w klikalny odnośnik to jedna linijka w kodzie. Jeżeli miałbym z całego badania wskazać jedną poprawkę o najlepszym stosunku efektu do nakładu, byłaby to właśnie ta.
Formularz, który zbiera dane i milczy o RODO
Siedem stron ma działający formularz kontaktowy i jednocześnie nie zawiera ani słowa o polityce prywatności, administratorze danych czy RODO. Klient zostawia imię, telefon i wiadomość, a strona nie mówi, kto te dane dostaje i co się z nimi dzieje.
Nie jestem prawnikiem i nie orzekam, czy narusza to przepisy. Mówię tylko, gdzie widzę ryzyko, i że przy gabinecie zdrowotnym albo kancelarii jest ono wyraźnie większe niż przy pizzerii, bo w treści wiadomości ląduje wtedy opis dolegliwości albo sprawy sądowej. Szerzej: 20 z 35 stron nie wspomina o polityce prywatności w ogóle.
Nagłówki i opisy, czyli co widzi wyszukiwarka
Szesnaście stron na 35 nie ma nagłówka H1. To główny nagłówek strony, po którym wyszukiwarka rozpoznaje, o czym w ogóle jest dokument. Kolejnych jedenaście nie ma opisu meta, więc pod tytułem w wynikach wyszukiwania Google dokleja przypadkowy fragment tekstu ze strony.
Do tego dwa nagłówki, które warto opisać osobno, bo pokazują dwa różne sposoby zmarnowania tego samego miejsca:
- Szkoła jazdy, u której H1 ma 317 znaków. To nie nagłówek, to cały akapit marketingowy wrzucony w znacznik nagłówka. Wyszukiwarka dostaje zdanie zamiast tematu.
- Kancelaria, u której H1 to łacińska sentencja. Ładna, ale nikt nie szuka w Google łacińskiej sentencji, szukają adwokata w Wałbrzychu.
Poprawny H1 dla lokalnej firmy to zwykle nazwa usługi plus miasto. Nudne i skuteczne.
Strony, na których nic nie ma
Mierzyłem też, ile widocznego tekstu jest na stronie głównej. Mediana wyszła 3122 znaki, czyli mniej więcej półtorej strony maszynopisu. Ale siedem stron ma poniżej tysiąca znaków, a najuboższa 489.
Skrajny przypadek to przychodnia z 582 znakami tekstu i 26 zdjęciami, z których 23 nie mają opisu alternatywnego. Cała treść, godziny otwarcia i cennik, jest zapisana wewnątrz obrazków. Dla wyszukiwarki i dla czytnika ekranu ta strona jest praktycznie pusta.
Strona, która zatrzymała się w 2018 roku
Jeden warsztat samochodowy ma na stronie głównej ogłoszenie zatytułowane "Przerwa majowa". Sprawdziłem datę publikacji: 29 kwietnia 2018. Treść informuje, że firma jest nieczynna od 30 kwietnia do 5 maja i zaprasza od 7 maja.
To jest najnowszy wpis na tej stronie. Ponad osiem lat. Firma działa, telefon odbiera, strona opowiada o przerwie majowej sprzed ośmiu lat. Nikt tego nie zauważył, bo nikt tam nie zagląda, łącznie z właścicielem.
Czego nie znalazłem, choć byłem pewien, że znajdę
Tu muszę się wycofać z dwóch tez, z którymi zaczynałem badanie.
Pierwsza: że lokalne strony nie działają na telefonach. Nieprawda. Wszystkie 35 działających stron ma poprawnie ustawiony meta viewport, czyli podstawowy warunek wyświetlania się na telefonie. Zero wyjątków. Historia o firmowych stronach, które trzeba na komórce rozsuwać palcami, jest w tej próbce po prostu nieaktualna.
Druga: że są koszmarnie wolne. Też nie. Mediana czasu wczytania wyniosła 1,16 sekundy, najszybsza strona zamknęła się w 64 milisekundach. Siedem stron przekroczyło trzy sekundy i tam faktycznie jest co poprawiać, ale to mniejszość. Zastrzeżenie: to pojedyncze pomiary z jednego łącza, nie dane terenowe z realnych wizyt, więc traktuję je jako wskazówkę, nie jako werdykt.
Problemem lokalnych stron nie jest technologia. Problemem jest to, że nikt do nich nie wrócił po odbiorze.
Wszystko razem
| Co sprawdzałem | Ile stron ma problem | Z ilu |
|---|---|---|
| Domena nie odpowiada | 1 | 36 |
| HTTPS nie działa poprawnie | 5 | 35 |
| Brak nagłówka H1 | 16 | 35 |
| Brak opisu meta | 11 | 35 |
| Żadnego kontaktu na jedno kliknięcie | 10 | 35 |
| Formularz bez informacji o przetwarzaniu danych | 7 | 35 |
| Poniżej 1000 znaków treści | 7 | 35 |
| Czas wczytania powyżej 3 sekund | 7 | 35 |
| Brak meta viewport (obsługa telefonów) | 0 | 35 |
Sześć stron na 35 przeszło komplet pięciu podstawowych sprawdzeń: działający HTTPS, jeden sensowny H1, opis meta, kontakt na jedno kliknięcie i wzmianka o polityce prywatności. Sześć na 35, czyli mniej więcej co szósta.
Co z tego wynika dla właściciela firmy
Żadna z tych usterek nie jest trudna technicznie. Certyfikat to kliknięcie w panelu hostingu. Klikalny numer telefonu to jedna linijka. H1 to zmiana jednego znacznika. Wzmianka o przetwarzaniu danych to jeden akapit.
Trudność jest inna: nikt tego nie sprawdza. Strona powstaje raz, zostaje odebrana i przez lata nikt na nią nie wchodzi z pytaniem, czy nadal działa. Certyfikat wygasa cicho, domena wygasa cicho, ogłoszenie o przerwie majowej zostaje na osiem lat.
- 1Wejdź na własną stronę przez adres z https i sprawdź, czy przeglądarka nie ostrzega.
- 2Otwórz ją na telefonie i spróbuj zadzwonić, klikając w numer. Jeśli musisz go przepisywać, to samo robi Twój klient.
- 3Zjedź na dół strony głównej i sprawdź datę najnowszej informacji.
- 4Wpisz w Google nazwę swojej firmy i przeczytaj opis pod tytułem. Jeśli to przypadkowy urywek, brakuje opisu meta.
Cztery sprawdzenia, kwadrans. Jeżeli któreś wypadnie źle, wiesz już więcej o swojej stronie niż większość firm z tej próbki.
Najczęstsze pytania
- Ile stron zostało zbadanych i jak je wybrano?
- 36 stron firm z Wałbrzycha, Świdnicy, Świebodzic i Strzegomia, z ośmiu branż usługowych. Wybierane były przez wyszukiwanie typowych zapytań klienta, na przykład fizjoterapia Wałbrzych czy biuro rachunkowe Świdnica, i brane pod uwagę tylko wtedy, gdy firma miała własną domenę. Wykluczone zostały katalogi, sieci ogólnopolskie i placówki publiczne. To nie jest próba losowa.
- Jakie błędy występują najczęściej na stronach lokalnych firm?
- W tej próbce najczęstszy był brak nagłówka H1 (16 stron na 35) i brak opisu meta (11 na 35). Najgroźniejsze dla firmy są jednak inne: pięć stron ma zepsuty certyfikat i straszy klienta ostrzeżeniem o bezpieczeństwie, a dziesięciu nie da się kliknąć w żaden kontakt, czyli ani formularza, ani klikalnego telefonu, ani klikalnego e-maila.
- Czy strony lokalnych firm faktycznie nie działają na telefonach?
- Nie, to nieaktualny stereotyp. Wszystkie 35 działających stron w badaniu miało poprawnie ustawiony meta viewport, czyli podstawę wyświetlania na telefonie. Podobnie z szybkością: mediana czasu wczytania wyniosła 1,16 sekundy, a próg trzech sekund przekroczyło siedem stron.
- Czy strona bez HTTPS jest gorzej oceniana przez Google?
- HTTPS jest jednym z sygnałów rankingowych, ale w praktyce większym problemem jest zachowanie klienta. Przeglądarka pokazuje pełnoekranowe ostrzeżenie o niezaufanym połączeniu i większość ludzi cofa się do wyników wyszukiwania, zamiast je klikać dalej. Naprawa to zwykle darmowy certyfikat i jedno kliknięcie w panelu hostingu.
- Czy strona z formularzem musi mieć politykę prywatności?
- Nie jestem prawnikiem i nie orzekam o zgodności z przepisami, natomiast formularz zbierający imię, telefon i treść wiadomości przetwarza dane osobowe, więc warto to skonsultować. W badanej próbce siedem stron ma działający formularz i zero wzmianek o przetwarzaniu danych. Ryzyko rośnie tam, gdzie w wiadomości ląduje opis dolegliwości albo sprawy sądowej.